Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Język żyje swoim życiem. Rozmowa z prof. Jolantą Tambor, dyrektorką Szkoły Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego

Grażyna Kuźnik
Prof. Jolanta Tambor
Prof. Jolanta Tambor Arc domowe
21 lutego Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. Rozmowa z językoznawczynią prof. dr hab. Jolantą Tambor, dyrektorką Szkoły Języka i Kultury Polskiej Uniwersytetu Śląskiego: "Język polski jest bardzo ładny. Wyjątkowo brzmi w nim literatura i poezja. Wielu z cudzoziemców właśnie z powodu poezji zaczęło uczyć się polskiego".

Czy język polski jest ładny? W badaniach CBOS na temat języka wyszło, że tylko 0,1 proc. badanych uważa, że tak. Większość Polaków twierdzi, że nasz język niemiłosiernie szeleści i zgrzyta w zębach.
Ależ język polski jest bardzo ładny! I nie mówię tego tylko dlatego, że zajmuję się nim zawodowo, ale mam liczne sygnały z zewnątrz, od cudzoziemców, że tak jest. Wyjątkowo brzmi w nim literatura i poezja. Jestem pełnomocniczką rektora Uniwersytetu Śląskiego do spraw studentów zagranicznych, uczę też języka polskiego i niektórzy zagraniczni studenci mówili mi, że język polski jest zachwycający. Kiedy czytali wiersz po polsku w wersji oryginalnej, byli oczarowani, bo przekład nie potrafił tej urody oddać. Wielu z cudzoziemców właśnie z powodu poezji zaczęło uczyć się polskiego.

Jaki wiersz jest taki piękny, że mógł uwieść zagranicznych studentów?
Chociażby ,,Deszcz jesienny ” Leopolda Staffa. ,,O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny, i pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, dżdżu krople padają i tłuką w me okno, jęk szklany, płacz szklany, a szyby w mgle mokną...”. Język polski pomimo swojej wyraźnej spółgłoskowości jest melodyjny, śpiewny, ma wiele możliwości zmiękczeń i spieszczeń, pozwalających wyrażać silne pozytywne emocje. Mamy czym się chwalić.

Spółgłoskowy to znaczy trudny w wymawianiu. Do języków samogłoskowych należy angielski, francuski i niemiecki. A do spółgłoskowych języki słowiańskie. Gdybyśmy byli tak zachwyceni polskim, to nie byłoby tyle angielszczyzny w naszej mowie.
Język angielski ma dużą siłę przebicia nie tylko u nas, ale na całym świecie. Rzeczywistość wokół nas rozwija się żywiołowo, dzieje się wiele, mnóstwo rzeczy i faktów pojawia się u nas razem ze swoimi nazwami. Czasem język po prostu nie nadąża z nazywaniem ich na nowo, po polsku. Anglojęzyczne nazwy czasem ustępują polskim po jakimś czasie, a zdarza się, że zostają z nami na długo. Mnie to nie przeszkadza,obserwuję ten proces życzliwie, bo oznacza, że język żyje, reaguje na nowości i z czasem jakoś te angielskie słowa oswaja. O oswajaniu zapożyczeń przez Polaków świadczą na przykład te różne ,,ingi” „wydobyte” z zapożyczeń. Smażingi, patrzingi przy shoppingu - to są takie neologizmy z przymrużeniem oka, dodają językowi poczucia humoru i innego spojrzenia na prozaiczne czynności.

No nie.
Dlaczego? Mody na obcy język w polszczyźnie mieliśmy już w historii wielokrotnie; co było ważne przetrwało, o reszcie zapomnieliśmy. Język wciąż się tworzy, nie jest skansenem. Moja mistrzyni, wybitna historyczka języka polskiego, prof. Irena Bajerowa mówiła, że bać się nie trzeba, język obroni się sam - były w języku polskim fale zapożyczeń łacińskich, włoskich, francuskich, niemieckich. Ostało z nich to, co Polacy ostatecznie gremialnie zaakceptowali. To znaczy, że było im to potrzebne, czy to do nazywania nowych elementów rzeczywistości, czy do odświeżania wyrażania emocji.

Snobizm na obce słowa ma się i miał u nas dobrze. A czy feminatywy się przyjmują? Kiedyś napisałam ,,dyrektorka kopalni”, a ona poczuła się bardzo urażona, bo takie określenie w jej odczuciu ujęło jej prestiżu.
To sprawa delikatna, chodzi o żeńskie formy gramatyczne nazw zawodów i funkcji, których kiedyś unikano. Ludzie są przyzwyczajeni do tradycyjnych określeń, bardzo mocno trzymających się w PRL-u, ale przecież nie jest to powód do wytaczania armat, każdy ma prawo do swojego zdania na ten temat. Nie ma tu na razie normy, to zjawiska językowe, które tworzą -dzieją się na naszych oczach i to fascynujące, móc to obserwować. Ja czuję się dyrektorką, bo jestem kobietą, noszę spódnicę czy szpilki, nie ukrywam kobiecości, a wręcz się nią szczycę, więc przyjmuję bez problemu żeńską formę swojego stanowiska. Ktoś może się obawiać, że feminatyw obniża prestiż i... ma do tego prawo. Wola mówiącego i wola adresata naszej wypowiedzi powinna być respektowana, powinniśmy się nawzajem szanować, także poprzez uszanowanie swoich preferencji językowych. Określenia ,,pani dyrektor”, ,,pani adwokat”, ,,pani redaktor” są oczywiście równie stosowne i nie ma w tym nic archaicznego, nie powinno się tego negować. Ja jednak lubię formy żeńskie, widzę w tym zmianę podejścia do kobiet i ich roli w społeczeństwie. Nie wiem, nie jestem przekonana, czy nazwy żeńskie się upowszechnią, czy będą dominować w nazywaniu kobiet - opór jest jednak spory. To mówiący i mówiące rozstrzygną ostatecznie, co będzie częstsze. Na razie nie widać, by szala miała się wyraźnie przechylić w którąś stronę. Mamy też inne ciekawe zjawisko językowo-rodzajowe, jak zwracać się do osób, które nie czują, że są płci żeńskiej czy męskiej, ale przedstawiają się jako osoby niebinarne albo nie chcą swojej płci z różnych powodów ujawniać. Polszczyzna jeszcze nie wypracowała odpowiednich zwrotów, które dla wszystkich byłyby zadowalające. Mamy rodzaj nijaki, który chciałabym nazywać neologizmem terminologicznym „rodzaj neutralny”, bo „nijakość” nie brzmi pozytywnie, ale brakuje nam wprawy w jego stosowaniu wobec osób.

Badania na ten temat Szymona Miśka ,,Niebinarność płciowa w języku polskim” wykazały, że osoby niebinarne same nie wiedzą, jak należy się do nich zwracać, albo mają indywidualne pomysły, których nie podzielają inni zainteresowani.
W tych sytuacjach widzimy, jak język polski się tworzy, rozwija, zmienia, jak reaguje na coś, czego dotąd nie musiał nazywać. Potrzeba czasu, wyczucia i przede wszystkim akceptacji społecznej. Żaden językoznawca nie jest w stanie narzucić niczego mówiącym autorytarnie i kategorycznie. Język jest tworem żywym i wykształcenie nowych kategorii musi potrwać. To mówiący o tym zdecydują.

Czy pani profesor jeździ czasem tramwajem?
Rzadko.

Ulica mówi brzydko. Tak powstał ,,Słownik polszczyzny rzeczywistej”, autorstwa naukowców, którzy udowodnili, że za pomocą czterech najbardziej popularnych wulgarnych słów można wyrazić każdą emocję, od zachwytu do pogardy.
Ale tak może się dziać nie tylko w Polsce i nie tylko po polsku. Po angielsku też można sobie wyobrazić sytuację, w której ktoś za pomocą słowa „fuck” w różnych konfiguracjach wyraża wszelkie opinie i emocje. W moim środowisku nie słyszę wulgaryzmów, nikt nie używa ich na co dzień. Oczywiście, większości osób zdarzyło się chyba kiedykolwiek użyć tak zwanego brzydkiego słowa. Są dwie sytuacje, które w moim przekonaniu je dopuszczają. Pierwsza to dowcipy. Są takie słowne żarty, które bez użycia pewnego słowa tracą na wyrazistości, bo tylko dosadność powoduje w nich śmieszność. Druga to emocje, szczególnie negatywne, dla których rozładowania potrzebne jest coś bardzo mocnego i niecodziennego. Wtedy otoczenie jest i powinno być poruszone: „stało się coś strasznego, skoro ten człowiek użył takiego silnego słowa”. Jeśli wulgaryzmy w czyimś języku zastępują zwykłe wyrazy, to taki człowiek jest biedny, nie ma jak potem rozładować prawdziwych emocji.

Melchior Wańkowicz cytował pewnego kaprala: ,,Odpieprzacie zawór, przepierzacie lufę wyciorem, wpieprzacie pocisk, przypieprzacie iglicę, napieprzacie na cel, wypieprzacie pocisk, podpieprzacie drugim i cel rozpieprzony”.
To dowcip słowny. Ja pokazuję studentom, jak można zbudować opowieść za pomocą obudowania przedrostkami czasownika (odzaimkowego) „tegować”. To dobre ćwiczenie, żeby pokazać, jak możemy elementami gramatycznymi modyfikować znaczenia. O tym, jak ciekawy jest język polski pod względem słowotwórczym, jak można się nim bawić świadczy wiersz Juliana Tuwima ,,Figielek”, który bawi i Polaków, i studentów uczących się języka polskiego: ,,Sęp zasępił się strasznie, osowiała sowa, kura dała drapaka, że aż się kurzyło, zając zajęczał smętnie, kurczę się skurczyło, kozioł fiknął koziołka, słoń się cały słaniał, baran się rozindyczył, a indyk zbaraniał”. Pokazuje, że warto obserwować świat dookoła i bawić się jego nazywaniem, przez porównania i analogie, bo to ubarwia język i nasze postrzeganie.

Zmienia się też pogląd na śląszczyznę, nie wiem, czy powiedzieć język śląski, czy inaczej, żeby nie zadrażniać kwestii. Pani napisała pracę ,,Mowa Górnoślązaków oraz ich świadomość językowa i etniczna”. Kilka lat wcześniej jednak pracę o ,,gwarze śląskiej”.
Moje poglądy w ten temat zmieniały się z czasem, kiedyś nie byłam przekonana, że chodzi o język, ale o dialekt, gwarę, dzisiaj uważam, że śląski spełnia kryteria języka regionalnego, podobnie jak uznany za takowy kaszubski. Ślązacy długo czekali na takie uszanowanie ich mowy i nie widzę przeszkód, żeby tak się stało. Myślę, że emocje związane z językiem śląskim już osłabły i ósma próba podniesienia śląskiego do rangi języka regionalnego się powiedzie. Jako autorka uzasadnienia do projektu zmiany Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym i wiceprzewodnicząca Rady Języka Śląskiego bardzo na to czekam.

Mimo że w różnych regionach śląski brzmi nieco inaczej, ma inną pisownię, słownictwo?
Dobrze o tym wiem, mieszkałam w Chorzowie-Batorym czyli Hajdukach, gdzie mówiło i mówi się po śląsku. Koledzy z Raciborza czy nawet bliższej Goduli „godali” trochę inaczej, ale przecież, gdy mówię po polsku i rozmawiam z kolegami z Warszawy czy Gdańska, to też mówimy trochę inaczej. Ich borówki to moje jagody itp. Śląski też się rozwija, cały czas krzepnie, wypracujemy z czasem kolejne reguły. A jeśli nie rygorystyczne, to nic złego, bo język to żywy organizm.

Pani nie nadaje się do policji językowej.
I bardzo dobrze.

Nie przeocz

Musisz to wiedzieć

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pszczyna.naszemiasto.pl Nasze Miasto