Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Ks. Franciszek Długosz zastał Studzionkę glinianą, a zostawił delowaną

Jolanta Pierończyk
W pszczyńskim sołectwie powstała Izba Pamięci bohaterskiego księdza, który 70 lat temu zginął w Dachau.

Zastał Studzionkę glinianą, a zostawił delowaną - tak o ks. radcy Franciszku Długoszu mówi się do dziś w tym pszczyńskim sołectwie. Był to proboszcz tutejszej parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, od 1922 do początku 1940 roku. Za swoją propolską działalność musiał po plebiscycie uchodzić ze swojej parafii na Śląsku Opolskim, który pozostał w rękach niemieckich. Za upór w trwaniu przy języku polskim, jako proboszcz parafii w Studzionce, w r. 1940 trafił do Dachau. Po prostu zlekceważył dwukrotny pisemny nakaz Niemców prowadzenia nabożeństw w języku niemieckim. W tym obozie zmarł w czerwcu 1940 r.

Niewiele jest już w Studzionce ludzi, którzy pamiętają niskiego acz charyzmatycznego księdza Długosza. Natomiast powszechnie wiadomo, że właśnie dzięki niemu tutejszy kościół ma m.in. wieżę i wielkiej urody witraże, z których jeden proboszcz sam ufundował. I pamięta się, że to on uczył tutejszych rolników nowoczesnego gospodarowania, a gospodynie domowe od jego gospodyni uczyły się po nowoczesnemu gotować i robić przetwory. I że zachęcał do pokrywania glinianych klepisk w domach drewnianą podłogą.

- Mieszkańcy Studzionki na ogół lubili swoich księży i każdego dobrze wspominają, ale gdy ich zapytać o ks. Długosza, to słyszy się: "A, ks. Długosz...." i od razu widać, że o tym duszpasterzu wyjątkowo długo i dobrze trzeba by mówić - twierdzi Józef Wydra, autor minibiografii ks. Długosza.

Już dawno ks. Długosz ma tu tablicę pamiątkową. Od 22 lat jego imieniem nazwane jest osiedle powstałe na farskim polu. A od niedzieli w Domu Parafialnym czynne jest muzeum z pamiątkami po nim. Są tu ornaty, które zakładał do mszy, jego osobiste naczynia stołowe, mszał, paszport, dowód osobisty, zapiski...

Jedna z pożółkłych kartek na wystawie to list ks. Franciszka Długosza do biskupa Stanisława Adamskiego, w którym dziękuje za życzenia z okazji 40-lecia kapłaństwa i prosi o zgodę na jego przejście na emeryturę. Był to sierpień 1939 roku. Ks. Długosz miał wtedy 65 lat. Nie wiadomo, czy doczekał się odpowiedzi biskupa. Wiadomo natomiast, że wkrótce wybuchła wojna i 4 listopada na probostwo przyszedł inny list: nakaz odprawiania mszy po niemiecku, który ksiądz zignorował. Ponowne pismo tej treści dostał w styczniu 1940, w święto Trzech Króli. Też je zlekceważył. Ale z Niemcami nie było żartów. Jeszcze w tym samym miesiącu został aresztowany.

Na cenzurowanym był od dawna. Jeszcze z czasów posługi w Gostomii, na Śląsku Opolskim. Oczywiście, za jawne manifestowanie patriotyzmu i propolską działalność polityczną.

"W sposób szczególny pracował z Polakami i dla Polski" - pisze w minibiografii ks. Długosza Józef Wydra, mieszkaniec Studzionki. - "Odprawiał nabożeństwa i głosił kazania po polsku, uczył polskich pieśni kościelnych i patriotycznych, organizował grupy teatralne, które wystawiały polskie sztuki. (...) Organizował spotkania z aktywniejszymi Polakami, uczył historii i przygotowywał do pracy agitacyjnej. Szczególnie aktywnie działał przed plebiscytem."

Daremnie próbowały go zastraszyć grupy proniemieckie. Czuł opiekę Opatrzności. Kiedy pewnego dnia wrzucono granaty do pomieszczenia, w którym zwykle ksiądz odbywał spotkania z polskimi patriotami, akurat tego dnia zebranie miało miejsce w innej części probostwa. Po plebiscycie, który na Śląsku Opolskim okazał się korzystny dla Niemców, było jeszcze gorzej. Podjeżdżano nocami pod probostwo, rzucano granaty, strzelano do sypialni księdza... Podczas jednej z takich napaści "gospodyni, Zuzanna Król, wywiozła księdza z probostwa na tragaczu w koszu na bieliznę przykrytym słomą", pisze Józef Wydra.

W końcu ksiądz musiał jednak stamtąd uchodzić. Trafił do Goczałkowic, a wkrótce potem do Studzionki. Od razu zabrał się za budowę wieży kościelnej, choć książę pszczyński odmówił pomocy finansowej, a robotnicy życzyli sobie sowitego wynagrodzenia. Kiedy wieża była gotowa, przeprowadził remont organów, a zaraz potem przystąpił do wprawiania w okna witraży powstałych znanej pracowni krakowskiej. W latach 1926-27 wykonanych zostało siedem. Jeden z nich - z wizerunkiem św. Pawła - ufundował sam proboszcz. Kolejną inwestycją był dzwon. W roku 1935 gotowy do poświęcenia był Dom Parafialny z salą widowiskową i mieszkaniem, w którym ks. Długosz chciał zamieszkać na starość. Tuż przed wybuchem wojny zelektryfikowano kościół, probostwo i organistówkę.

Ks. Długosz dbał jednak nie tylko o coraz atrakcyjniejszy wygląd kościoła, ale i o dobrą organizację życia religijnego w swojej parafii. - Potrafił mówić do ludzi, potrafił ich sobie zjednywać, a z młodzieżą to miał kontakt jak mało kto - opowiada Józef Wydra. - Spotykał się z nią, uczył śpiewu i recytowania wierszy, organizował wycieczki.

W tej liczącej ok. 1900 mieszkańców parafii powstały wtedy cztery stowarzyszenia kościele: III Zakon św. Franciszka (102 członków), Bractwo Żywego Różańca (780 członków), Kongregacja Mariańska (130 osób) oraz Towarzystwo Dziecięctwa Jezusowego (120 osób). W Domu Parafialnym działała biblioteka, wystawiano sztuki teatralne, działały Związki Matek Polek i Młodych Polek, Stowarzyszenie Młodzież Katolickiej i inne. A dla wszystkich rolników ks. Długosz był nauczycielem nowoczesnej uprawy roli.

Szczegółowo opowiada o nim wspomniana już książka Józefa Wydry.

W Izbie Pamięci otwartej w minioną niedzielę w Domu Parafialnym zebrane zostały pamiątki po nim.

- Mamy na przykład naczynia stołowe ks. Długosza, które podarowała nam córka księżej gospodyni, Zuzanny Król - mówi Józef Wydra. - Jest tu mszał, który został wydany w r. 1922, czyli w tym samym roku, kiedy ks. Długosz został proboszczem w Studzionce. Są tu szaty i inne przedmioty liturgiczne z okresu międzywojennego, których na pewno dotykały jego ręce. Jest paszport, jest dowód osobisty, kartki pocztowe słane do księdza z różnych stron przez różne osoby...

I są odznaczenia, a wśród nich Gwiazda Górnośląska, polskie odznaczenie honorowe zatwierdzone przez Ministerstwo Spraw Wojskowych, nadawane "w dowód uznania zasług położonych w walkach o wieczyste prawa Śląska piastowskiego". Tylko 19 Polaków takie odznaczenie posiadało.

Izba Pamięci czynna jest w środy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Węgry w końcu na TAK, Szwecja wstąpi do NATO

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na pszczyna.naszemiasto.pl Nasze Miasto