Karolina Naja była zbyt filigranowa do kajakarstwa, ale miała charakter - mówią Sylwia i Marek Stanny, jej pierwsi trenerzy

Piotr Podsiadły
Karolina Naja w 2012 r. po pierwszym sukcesie, podczas uroczystości gratulacyjnych nad Jeziorem Paprocańskim
Karolina Naja w 2012 r. po pierwszym sukcesie, podczas uroczystości gratulacyjnych nad Jeziorem Paprocańskim Jolanta Pierończyk
Karolina Naja była zbyt filigranowa do kajakarstwa, ale miała charakter - Sylwia i Marek Stanny, nauczyciele kajakarstwa i pierwsi trenerzy srebrnej i brązowej medalistki Igrzysk Olimpijskich w Tokio zdradzają kulisy jej sukcesów olimpijskich.

Kajakarka, Karolina Naja, zdobyła dwa medale Igrzysk Olimpijskich w Tokio i dołączyła do grona najlepszych polskich multimedalistów, a na dodatek to właśnie ona poniosła polską flagę podczas ceremonii zamknięcia igrzysk. To wszystko by się jednak nie wydarzyło, gdyby nie spotkała na swoje drodze Sylwii i Marka Stannych, małżeńskiej pary trenerów kajakarstwa, którzy od kilkunastu lat pracują w Miejskim Ośrodku Sportów Młodzieżowych w Tychach.

Kolejny dzień jak co dzień nad Jeziorem Paprocańskim, gdzie Karolina Naja uczyła się kajakarstwa

Tereny wokół Jeziora Paprocańskiego w Tychach leniwie budzą się do życia. To jedno z ulubionych miejsc tyszan. Rano przychodzą tu ci, którzy lubią pobiegać, pojeździć na rowerze, uprawiają nordic walking czy dogtrekking. Później rodziny z dziećmi, plażowicze i spacerowicze. Wieczorami często odwiedzają je grupki znajomych, imprezowicze i zakochani.

Kilka minut przed dziesiątą pod nowoczesną przystań kajakową nad Jeziorem Paprocańskim, oddaną do użytku w 2020 roku, podjeżdża samochód. To Sylwia i Marek Stannowie, małżeńska para trenerów kajakarstwa, którzy od kilkunastu lat pracują w Miejskim Ośrodku Sportów Młodzieżowych w Tychach. Dzień wcześniej ich wychowanka - Karolina Naja, dumnie niosła polską flagę podczas ceremonii zakończenia igrzysk w Tokio. W Japonii zdobyła dwa medale, srebrny i brązowy. Za małżeńskim duetem trenerskim biegnie Wasyl – jak sami mówią, pies wszystkich tyskich kajakarzy.

Dzięki dwóm „krążkom” w Tokio, a także wcześniejszym brązowym medalom w Londynie i Rio de Janeiro, Karolina Naja znalazła się wśród najlepszych polskich multimedalistów letnich igrzysk olimpijskich. Więcej medali mają na swoim koncie jedynie Irena Szewińska (siedem) i Jerzy Pawłowski (pięć) oraz Robert Korzeniowski i Witold Woyda, którzy zdobyli o cztery medale.

Transmisji z zakończenia rywalizacji olimpijskiej trenerzy nie oglądali. Ze swoimi podopiecznymi byli na kolejnych zawodach, Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży i Mistrzostwach Polski Juniorów w Bydgoszczy. Do Tychów wrócili o drugiej nad ranem, z dwoma złotymi medalami i jednym brązowym.

- Zawodnicy, którzy brali udział w zawodach, dzisiaj dostali wolne. Trenować będzie młodsza grupa – mówi Marek Stanny. W tyskiej sekcji kajakarskiej jest około 50 osób. Młodzi zawodnicy zaczynają rozgrzewkę.

Z Karoliny są bardzo dumni

Karolina sprawiła nam wszystkim ogromną radość, bo w końcu żeńska „czwórka” sięgnęła po medal na olimpiadzie. To urodzona szlakowa. Od czasów juniorskich świetnie radziła sobie w tej roli i powierzenie jej tego zadania w Tokio było kluczowe, aby odnieść sukces. Szkoda, że na wcześniejszych igrzyskach trener nie podjął podobnej decyzji

– mówi Marek Stanny.

Sylwia Stanny przekonuje z kolei, że najważniejsza w drużynie jest współpraca. - Osada musi być jednością. To nie jest tak, że występują w niej najlepsi, ale ci, którzy najlepiej ze sobą współpracują. W Tokio Karolina okazała się świetnym łącznikiem. Wykorzystała swoje doświadczenie i świetnie poprowadziła młodsze koleżanki – dodaje. Brązowym medalem w Tokio polskie kajakarki przełamały klątwę, która ciążyła na nich od 2000 roku. Na czterech kolejnych igrzyskach (w Sydney, Atenach, Pekinie i Londynie), polska czwórka żeńska zajmowała 4. miejsce.

Sukces Karoliny Naji nie jest jednak dla trenerów zaskoczeniem.

Ten tor był bardzo trudny. W telewizji tego nie widać, ale przestrzeń była bardzo otwarta. Wysoki brzeg, duże fale i wiatr. W takich warunkach ważny jest każdy szczegół. Byliśmy jednak spokojni. Przeżywamy emocje z dużo większym dystansem niż rodzina czy kibice, bo po prostu doskonale wiemy, na co Karolinę stać i jakie ma możliwości

– wyjaśnia trenerka.

Karolina nie miała najlepszych warunków fizycznych do kajakarstwa, ale miała charakter

Sylwia i Marek Stannowie związani są z kajakarstwem od najmłodszych lat – najpierw jako zawodnicy, później szkoleniowcy. Jako dziecko Sylwia chciała być pielęgniarką. Później próbowała swoich sił w siatkówce. W kajakarstwie została wielokrotną medalistką mistrzostw Polski jako zawodniczka Górnika Czechowice. To właśnie tam poznała Marka, który do Czechowic-Dziedzic trafił ze Szczecina, aby... uniknąć obowiązkowej służby wojskowej. Jako junior zdobył złoty medal na mistrzostwach Europy, jednak późniejsze plany pokrzyżowały mu kontuzje. W wieku 21 lat musiał zakończyć karierę sportową. Został ratownikiem górniczym. Przez cały czas oboje nie rozstawali się jednak z kajakarstwem.

Po rozwiązaniu Górnika Czechowice, przenieśli się do Tychów. To właśnie tam w 2002 roku treningi rozpoczęła Karolina Naja. Z hangaru przystani kajakowej Marek Stanny wyjmuje jeden z kajaków. - To ten. Na nim Karolina zaczynała przygodę z kajakarstwem. Nie jest to żaden eksponat, służy kolejnym pokoleniom do dzisiaj – zapewnia.

- Były tam spartańskiej warunki. Z pryszniców leciała zimna woda, a w chłodniejsze dni pomieszczenie ogrzewał niewielki grzejnik elektryczny. Nie było tak komfortowych warunków jak teraz, ale moim zdaniem to hartowało charaktery zawodników – twierdzi Sylwia Stanny. Budynek niedawno rozebrano, ze względu na jego słaby stan techniczny.

Na pytanie, czy Karolina na początku swojej przygody kajakarskiej zrobiła na trenerach szczególne wrażenie, pada zaskakująca odpowiedź.
- Nie, absolutnie nie. Wręcz przeciwnie. Przychodziła na treningi z rówieśnikami ze swojej klasy ze szkoły i wydawało się, że ma najgorsze warunki fizyczne. Miała jednak charakter i pływanie bardzo ją wciągnęło – opowiada Sylwia. - To były fajne czasy. Pamiętasz, jak podczas rozgrzewki dziewczyny „przyniosły” na trening jakieś nieporozumienia „z osiedla”, rzuciły się na siebie z pazurami i trzeba było je rozdzielać? - z uśmiechem, Marek Stanny pyta żonę. - Kiedy Karolina zdobyła pierwszy medal w Londynie, dziewczyny, z którymi wcześniej trenowała w Tychach i które rzuciły kajakarstwo, przyszły do nas. Powiedziały, że żałują, bo kilka lat wcześniej podczas wspólnych treningów wypadały zdecydowanie lepiej od niej – dodaje.

Zbyt filigranowa, ciągle zakatarzona, a jednak...

Co więc sprawiło, że Naja zaczęła odnosić tak spektakularne sukcesy? - Wytrwałość i konsekwentne realizowanie postawionych przed sobą celów. Karolina cierpliwie robiła kolejne małe kroki. Kiedy postanowiła dołączyć do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Wałczu, trenerzy kręcili głowami. Mówili wprost: zbyt filigranowa, ciągle zakatarzona, nic z tego nie będzie. Z klubu musieliśmy nawet wypożyczyć kajak i wiosła, aby mogła kontynuować naukę i treningi – wspomina Sylwia. - A potem przyszły pierwsze medale. Jak była w liceum, zaczęła ustawiać się kolejka klubów, które chciały miećKarolinę u siebie! Karolina zawsze była rozsądna, miała konkretny plan i mogła liczyć na ogromne wsparcie rodziny – dodaje.

Co według pierwszych trenerów jest największym atutem multimedalistki olimpijskiej? - Po raz pierwszy zauważyliśmy to razem z tatą Karoliny podczas pierwszych mistrzostw Polski – wspomina Marek. - Karolina ma w sobie moc i energię, którą wydobywa z siebie w połowie dystansu. To jest zupełnie naturalne, nie wyćwiczone. Po prostu tak ma. Na jednych zawodach potrafiła dogonić współzawodniczki, mając w połowie dystansu całą długość kajaku straty, a zakończyć wyścig z „kajakiem” przewagi... Dzięki tej sile na bardzo wielu zawodach Karolina potrafiła całkowicie zaskoczyć rywalki – dodaje.

Chwilę później Marek Stanny przerywa rozmowę. Młodzi zawodnicy są już rozgrzani i gotowi do treningu. Wspólnie wyciągają kajaki z hangaru. Kajakarze zaczynają płynąć. Stanny uruchamia motorówkę i wraz z Wasylem podąża za nimi. Rozpoczął się kolejny treningowy dzień przy przystani kajakowej w Tychach. - Kajakarstwo to nie jest łatwy i popularny sport. Musi się przewinąć co najmniej setka dzieci, aby jedno z nich na poważnie zaczęło przygodę z kajakami – mówi Sylwia.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie