Oduczanie filantropii
Aldona Minorczyk-Cichy
2006-08-11 00:00:00
W mysłowickim hospicjum Cordis może zabraknąć pieniędzy na odżywki, sprzęt, a nawet na część leków dla nieuleczalnie chorych pacjentów. Dlaczego? Bo do Sejmu trafił projekt zmieniający przepisy podatkowe od osób prawnych. Zlikwidowany ma zostać punkt 18, co w praktyce oznacza wegetację albo nawet zawieszenie działalności większości fundacji, organizacji charytatywnych, pozarządowych i społecznych.
Do tej pory biznes na podstawie owego punktu 18 mógł pomagać za pośrednictwem wspomnianych stowarzyszeń osobom biednym, chorym, ale także zdolnym uczniom i studentom. Przekazywał pieniądze do wartości 10 proc. od podstawy opodatkowania. Sam na tym nie stracił, a mógł zrobić wiele dobrego. Teraz te pieniądze wpłyną do budżetu państwa.
Według wyliczeń Ministerstwa Finansów w skali kraju to będzie dodatkowe 45 mln zł. - Dla budżetu to kwota niezauważalna. Dla organizacji - być albo nie być - mówi Ewa Kubik-Bilińska, dyrektor ds. informacji i rozwoju Fundacji im. Stefana Batorego. To chory pomysł, zdumiewająca i bardzo niebezpieczna decyzja. Jej ofiarą padną głównie małe, lokalne organizacje, które za to, co wyproszą u firm, fundują dożywianie czy letni wypoczynek dla dzieci. Odczują to też korporacyjne fundacje, działające przy dużych firmach. Rząd chce oduczyć ludzi kultury dawania, filatropii. To zupełnie tak jak za czasów PRL-u.
Jolanta Markowska, szefowa mysłowickiego hospicjum Cordis, jest przerażona pomysłem Ministerstwa Finansów. Z darowizn od przedsiębiorstw pochodzi prawie 40 proc. sum na działalność ośrodka. - To będzie tragedia. Mamy kontrakt z NFZ, który pokrywa tylko 60 proc. naszych potrzeb. Właśnie tym, co dostaliśmy od firm, łataliśmy wszystkie dziury. Będę walczyć o to, by te chore przepisy nie weszły w życie - mówi Markowska.
Ministerstwo Finansów sprawy komentować nie chce. Odsyła do zamieszczonego na internetowej stronie projektu i zawartych w nim wyjaśnień. Te zaś brzmią: dodatkowe 45 milionów zł w budżecie.
- W tej sprawie nie przeprowadzono konsultacji. To skandal, działanie sprzeczne z europejskimi normami - podkreśla Ewa Kubik-Bilińska.
Niezadowolenia nie kryją też przedsiębiorcy. Jan Klimek, szef Izby Rzemieślniczej w Katowicach, twierdzi, że likwidacja ulgi to ogromna strata.
- Rzemieślnicy mają przeważnie zbyt mało pieniędzy, by pomagać. Dlatego chętnie korzystali z ulgi. W ciągu roku zawsze uzbierało się jakieś kilkaset złotych. Biorąc pod uwagę ilość tych drobnych przedsiębiorców, robiła się z tego całkiem spora kwota.
nuta
NASZE HOSPICJUM JEST WYJĄTKOWE,ALE CIĄGLE NIE MA ŚRODKÓW NA UTRZYMANIE,MOŻE MY JESTEŚMY NIEWZRUSZENI NA ŚMIERĆ,GODNĄ ŚMIERĆ.NIE WIEM.MOŻE ZORGANIZOWAĆ TYMCZASOWO ZBIÓRKĘ NA SMSy.
jazg
Więc nie potrzebuje czyjejś konkurencji. Co wyprosisz i pisiora, to dostaniesz.