Sobota, 21 Listopada 2009 Imieniny: Albert, Janusz, Konrad Wyślij kartkę Strona główna | Zaloguj się


Oduczanie filantropii

Aldona Minorczyk-Cichy

2006-08-11 00:00:00

W mysłowickim hospicjum Cordis może zabraknąć pieniędzy na odżywki, sprzęt, a nawet na część leków dla nieuleczalnie chorych pacjentów. Dlaczego? Bo do Sejmu trafił projekt zmieniający przepisy podatkowe od osób prawnych. Zlikwidowany ma zostać punkt 18, co w praktyce oznacza wegetację albo nawet zawieszenie działalności większości fundacji, organizacji charytatywnych, pozarządowych i społecznych.


Do tej pory biznes na podstawie owego punktu 18 mógł pomagać za pośrednictwem wspomnianych stowarzyszeń osobom biednym, chorym, ale także zdolnym uczniom i studentom. Przekazywał pieniądze do wartości 10 proc. od podstawy opodatkowania. Sam na tym nie stracił, a mógł zrobić wiele dobrego. Teraz te pieniądze wpłyną do budżetu państwa.

Według wyliczeń Ministerstwa Finansów w skali kraju to będzie dodatkowe 45 mln zł. - Dla budżetu to kwota niezauważalna. Dla organizacji - być albo nie być - mówi Ewa Kubik-Bilińska, dyrektor ds. informacji i rozwoju Fundacji im. Stefana Batorego. To chory pomysł, zdumiewająca i bardzo niebezpieczna decyzja. Jej ofiarą padną głównie małe, lokalne organizacje, które za to, co wyproszą u firm, fundują dożywianie czy letni wypoczynek dla dzieci. Odczują to też korporacyjne fundacje, działające przy dużych firmach. Rząd chce oduczyć ludzi kultury dawania, filatropii. To zupełnie tak jak za czasów PRL-u.


Jolanta Markowska, szefowa mysłowickiego hospicjum Cordis, jest przerażona pomysłem Ministerstwa Finansów. Z darowizn od przedsiębiorstw pochodzi prawie 40 proc. sum na działalność ośrodka. - To będzie tragedia. Mamy kontrakt z NFZ, który pokrywa tylko 60 proc. naszych potrzeb. Właśnie tym, co dostaliśmy od firm, łataliśmy wszystkie dziury. Będę walczyć o to, by te chore przepisy nie weszły w życie - mówi Markowska.

Ministerstwo Finansów sprawy komentować nie chce. Odsyła do zamieszczonego na internetowej stronie projektu i zawartych w nim wyjaśnień. Te zaś brzmią: dodatkowe 45 milionów zł w budżecie.

- W tej sprawie nie przeprowadzono konsultacji. To skandal, działanie sprzeczne z europejskimi normami - podkreśla Ewa Kubik-Bilińska.


Niezadowolenia nie kryją też przedsiębiorcy. Jan Klimek, szef Izby Rzemieślniczej w Katowicach, twierdzi, że likwidacja ulgi to ogromna strata.

- Rzemieślnicy mają przeważnie zbyt mało pieniędzy, by pomagać. Dlatego chętnie korzystali z ulgi. W ciągu roku zawsze uzbierało się jakieś kilkaset złotych. Biorąc pod uwagę ilość tych drobnych przedsiębiorców, robiła się z tego całkiem spora kwota.
BRAK SŁÓW
2006-08-11 13:30