Niedziela, 21 Marca 2010 Imieniny: Lubomir, Benedykt, Mikołaj Wyślij kartkę Zaloguj się | RSS


NaszeMiasto.pl >> Pszczyna >> Wydarzenia >> Lokalne >> Lecą cegły z pszczyńskiego zabytku

Lecą cegły z pszczyńskiego zabytku

Polska Dziennik Zachodni Sylwia Plucińska

2010-02-09 07:35:21

Z dachu budynku przy ul. Basztowej 1-7 kilka dni temu spadł kawałek piaskowca z okładziny komina i uszkodził dwa parkujące tam samochody. Fiat 126p ma porządnie wgnieciony dach i rozbitą szybę, volkswagen passat - lekkie wgniecenie w dachu i pękniętą szybę. Oba należą do pracowników Muzeum Zamkowego.

Tak wyglądał maluch po uderzeniu piaskowcem z komina (© Fot. arc )

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij »
Właściciel passata, Błażej Chwieralski, szacuje, że naprawa auta będzie go kosztować ok. 1500 zł. Krzysztof Zemanek, który maluchem dojeżdżał do Pszczyny z miejscowości Góra martwi się, że auto będzie musiał oddać do kasacji, bo koszt naprawy przekroczy jego wartość.

Gdyby w miejscu samochodów znalazł się człowiek, całe zdarzenie miałoby inny finał. Tragiczny. Bo przecież tędy codziennie przechodzą mieszkańcy, spacerowicze do parku i wycieczki chcące zwiedzić zamek. Lecący z wysokości III piętra kawał kamienia mógł kogoś zabić.

Oficyna łącznie z zamkiem i Bramą Wybrańców stanowi jeden kompleks. Budynek bramy jest pod zarządem dyrekcji zamku, oficyna należy do miasta.

- Budynek jest ubezpieczony, szkody, jakie ponieśli właściciele samochodów, na pewno zostaną wyrównane - zapewnia Leszek Kuśka, dyrektor Administracji Zasobów Komunalnych.

Po zdarzeniu część dziedzińca wygrodzono taśmami i powieszono tablicę ostrzegającą przed... spadającym lodem. Potem zjawiła się zwyżka, przy pomocy której dwóch robotników wjechało na dach i cały komin, ważący co najmniej 300 kg, owinęło siatką budowlaną.

- Ten budynek to jedna ruina. Dopiero jak się coś wali, jest reakcja. Ale na pewno naprawią to prowizorycznie. Wszystko tu jest tylko klejone i łatane. Na przykład dziurawą rynnę zamiast wymienić, zaklejono lepikiem i kawałkiem papy. Albo okno na strychu - zabito dyktą, zamiast zaszklić - mówi jeden z mieszkańców oficyny. Lokatorom odpadają w mieszkaniach sufity, woda zalewa ściany, pękają rury wodociągowe. Zewnętrzne gzymsy owinięte są siatką plastikową, żeby nie spadały ludziom na głowę. To samo z dekoracyjną obmurówką jednego z okien.

Ostatni większy remont zabytkowy budynek przechodził w 1995 roku, kiedy wymieniono dach. Lista mankamentów i usterek powiększa się z roku na rok, a miasto nic w tej sprawie nie robi, tłumacząc się brakiem pieniędzy.

W tym samym czasie, kiedy oficyna upadała, zamek przeszedł kompletną metamorfozę. Z pomocą unijnych funduszy wymieniono w nim wszystkie instalacje, wyremontowano piwnice i urządzono zbrojownię. Zmienił się też z zewnątrz. Odrestaurowana została elewacja, na nowo wybrukowane dziedzińce, pieczołowicie odnowiono żeliwne lwy, tak charakterystyczne dla tego pałacu, a nawet wyzłocono elementy waz i rzeźby aniołów na dachu. Podobna zmiana, z pomocą unijną, czeka teraz kompleks stajni i powozowni. Ich remont i adaptacja m.in. na galerie, pracownie konserwatorskie itp. będzie kosztować ok. 17 mln zł. Oficyna pozostanie między nimi jak brzydkie kaczątko. Bo jeśli nawet burmistrz wysupła 268 tys. zł, o jakie wystąpiło wczoraj AZK, zrobić będzie tu można tylko remont doraźny.

Służba mieszkała w lepszych warunkach

Budynek oficyny dworskiej przy zamku w Pszczynie został wzniesiony w miejscu stajni, które zburzono w 1779 roku. Za czasów książąt Anhaltów mieścił pralnię, mieszkania dla urzędników i zarząd lasów. W okresie panowania Hochbergów, ostatnich panów na Pszczynie, mieszkała w nich służba dworska. Tutaj znajdowały się także pokoje noclegowe dla służących gości zapraszanych na polowania, bale i bankiety.

Do rejestru zabytków budynek został wpisany jako "późnorenesansowa oficyna z XIX wieku" 7 lutego 1966 roku.

strona: 1 z 1

regulamin

ZOBACZ KONIECZNIE

przewiń w lewo przewiń w prawo