Zdaliśmy pierwszy egzamin Euro
Rafał Romaniuk
2010-02-08 09:34:20
Przedstawiciele PZPN przez kilka ostatnich dni podkreślali z dumą, że w niedzielę na kilka godzin Warszawa stanie się nie tylko stolicą Polski, ale i całego europejskiego futbolu. Po wczorajszym losowaniu grup eliminacji Euro 2012, które odbyło się w Pałacu Kultury i Nauki, można mówić o sukcesie. Wprawdzie nie było fajerwerków, które rzuciłyby zaproszonych VIP-ów na kolana, ale tego efektu organizatorzy wcale nie zamierzali osiągnąć. Modlili się jedynie, by uniknąć wpadek, które skompromitowałyby Polskę w oczach i tak z rezerwą przyglądających się nam przedstawicieli UEFA.
Hryhorij Surkis, prezes Ukraińskiego Związku Piłki Nożnej, choć dużo w tym było kurtuazji, mówił nawet, że wczorajszy egzamin zdaliśmy na piątkę. Zagraniczni komentatorzy podkreślali, że ceremonia losowania zrobiła na nich pozytywne wrażenie. Choć nie obyło się bez drobnych wpadek.
- Jeśli na tysiąc spraw jedna się nie uda, warto mówić o tych 999 pozytywnych - komentował dyrektor turnieju w Polsce Adam Olkowicz. Nawiązywał do incydentu przed sobotnią konferencją prasową prezydenta UEFA Michela Platiniego. Przed salą, w której Francuz spotkał się z dziennikarzami, mężczyzna z podrobioną przepustką rozdawał ulotki wyrażające sprzeciw wobec ITI. W ten sposób o wojnie kibiców Legii z właścicielem klubu dowiedzieli się zagraniczni korespondenci. Polak szybko został z Pałacu Kultury i Nauki wyprowadzony, a zanim dotarli do niego ochroniarze, oficerowie prasowi UEFA wyrywali dziennikarzom z rąk ulotki. Co ciekawe, wykorzystano na nich logo Euro 2012. Zatrzymano też Węgra, który również posługiwał się fałszywym identyfikatorem. Obu grozi do pięciu lat więzienia.
- Co mi się nie podobało? Pozostawiam dziennikarzom pole do popisu. Mówiłem już, że w krytykowaniu jesteśmy mistrza-mi świata. Bez eliminacji - mówił prezes PZPN Grzegorz Lato.
Czyńmy więc swoją powinność. Rangi uroczystości na pew-no nie podnosiły puste krzesła w Sali Kongresowej, gdzie punktualnie o godz. 12 zaproszonych gości przywitali prowadzący imprezę Piotr Sobczyński i Maria Jerosinina. W transmisji telewizyjnej, która trafiła do ponad stu krajów, efekt nieobsadzonych w połowie miejsc udało się zatuszować. W kuluarach żartowano jednak, że prezes Lato powinien zaprosić całą rodzinę PZPN. Wówczas o pustkach na widowni nie byłoby mowy.
- Ale to nie nasza wina. To UEFA zapraszała gości. My dostaliśmy tylko swoją pulę wejściówek. Europejska federacja zażyczyła sobie, by w uroczystości wzięło udział nie więcej niż tysiąc osób - tłumaczył Lato.
Losowanie przebiegło sprawnie, w rolę "sierotek" - tak mówi się od lat o osobach wyciągających kulki z nazwami drużyn - wcielili się ambasadorzy Euro 2012: Zbigniew Boniek, Andrzej Szarmach, Andrij Szewczenko i Oleg Błohin. Najbardziej zaciętą wydaje się grupa A, w której znalazły się Niemcy, Turcja, Austria, Belgia, Kazachstan, Azerbejdżan.
Był jednak moment, gdy po Sali Kongresowej przeszedł charakterystyczny dla nieprzewidzianych sytuacji szmerek. Stało się to w momencie, gdy Boniek do grupy, w której znalazł się Azerbejdżan, dolosował Armenię. Zabraniał tego regulamin. UEFA wcześniej podjęła bowiem decyzję, że te dwa kraje, podobnie jak Rosja i Gruzja, ze względów politycznych nie mogą grać przeciwko sobie. Armenia została więc przesunięta do kolejnej grupy. Żartowano, że albo Boniek zawsze musi włożyć kij w mrowisko, albo jednak kulki są podgrzewane.
Szarmach tym razem żadnej wpadki nie zaliczył. W krótkim wystąpieniu wiele ciepłych słów poświęcił rodzinnemu Gdańskowi.
- Śmiałem się z prezydentem miasta Pawłem Abramowiczem, że musiał Andrzej kupę forsy wziąć za taką reklamę - mówił prezes Lato, który nieoczekiwanie zakomunikował, że 8 czerw-ca reprezentacja Polski zagra towarzyski mecz z mistrzami Europy Hiszpanią. - Nie wiedzieliście o tym? No to panowie, interesujemy się trochę, co w trawie piszczy - żartował Lato.
Prezes PZPN nie chciał powiedzieć, czy podczas sobotniej kolacji w auli Politechniki Warszawskiej otrzymał od Platiniego, zgodnie z zasadami dyplomacji, upominek.
- Panie redaktorze, żadnych prezentów nie ma. Podtekstów byście potem szukali. A co do kolacji, to wszyscy byli zadowoleni. Żadnych skandali i kabaretów. No może poza jednym. Do 12 w nocy paparazzi czyhali i węszyli. To dopiero kabaret - mówił prezes PZPN. Wiemy, że Platini dostał na pamiątkę porcelanowe popiersie Fryderyka Chopina.
Dla zagranicznych dziennikarzy losowanie zeszło jednak na %07dalszy plan, gdy w strefie mieszanej pojawił się selekcjoner reprezentacji Anglii Fabio Capello. Na jego wystąpienie czekało dziesiątki reporterów, kamerzyści przepychali się, by zając jak najlepszą pozycję. Dziennikarze z Wysp Brytyjskich przylecieli do Polski specjalnie, by zapytać selekcjonera o seksskandal z udziałem Johna Terry'ego, który miał romans z dziewczyną byłego kolegi Wayne'a Bridge'a.
- Nie, dziś nic na ten temat nie powiem. Proszę pytać tylko o losowanie - odparł Capello.
Później jednak Włoch stwierdził: - Mogę wam powiedzieć tylko tyle, że odbyłem z zawodnikiem rozmowę. Prywatną rozmowę, dlatego nie będę zdradzał, co mu powiedziałem. Przyjdzie na to czas - stwierdził trener Anglików i mimo kolejnych próśb o wypowiedź zniknął w jednej z sal Pałacu Kultury i Nauki.
Wszystko idzie zgodnie z planem
Rozmowa z Michelem Platinim, prezydentem Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA)
Mówił pan, że ceremonią losowania grup Euro 2012 będzie dla Polski pierwszym organizacyjnym testem. Zdaliśmy go?
Tak, jesteśmy zadowoleni. Zaliczyliście dobry start. Cieszymy się, że przygoda pod hasłem Eu-ro 2012 już się rozpoczęła. Wiele razy powtarzałem już, jak ważna to impreza dla obu krajów. To nie tylko turniej sportowy. Trzeba też wziąć pod uwagę geopolitykę i spojrzeć na historię.
Miał dla pana znaczenie fakt, że niedzielne losowanie odbyło się w Pałacu Kultury i Nauki, który jest symbolem komunizmu?
Nie zajmujemy się polityką, jesteśmy piłkarzami. To najlepsze tego typu miejsce w Warszawie. Przyznaję, że miałem pewne wątpliwości, ale szybko się ich pozbyłem.
Jeszcze kilka miesięcy temu mówił pan o sporych niedociągnięciach, głównie Ukraińców. Co jeszcze budzi pana wątpliwości?
Poza tym, że jest zimno, wszystko gra. Nie ukrywamy, że pozostało jeszcze kilka spraw do wyjaśnienia, ale nazwałbym to problemami mniejszej wagi. Przede wszystkim chodzi o kalendarz meczów ćwierćfinałowych. Wciąż nie wiadomo, czy spotkania tej fazy zorganizuje Gdańsk, czy Wrocław. Są pewne trudności z hotelami i lotniskami, ale zdajemy sobie sprawę, że Polska i Ukraina to kraje, które wychodzą z trudności. Na bieżąco wysyłamy ekspertów, którzy monitorują sytuację. I postępy są takie, jakie być powinny. Nie widzę większych problemów. Nie zapominajmy też o najważniejszym: jakość turnieju należy przede wszystkim od piłkarzy.
Czy podział na cztery polskie i cztery ukraińskie miasta jest ostateczny?
Tak zdecydowaliśmy na Maderze, że podział będzie równy i z taką samą liczbą meczów w obu krajach.
Kraków ostatecznie odpadł z rywalizacji o organizację mistrzostw?
Tak, ale Kraków pozostaje miastem rezerwowym. Zresztą to nie UEFA, tylko strona Polska na początku procesu starania się o Euro 2012 zgłosiła cztery miasta i nie było tam Krakowa.
Słyszał pan o problemach Wrocławia z budową stadionu? To miasto może stracić mistrzostwa?
Nie, to nie będzie problem. Najwyżej prace opóźnią się o dwa-trzy miesiące.
Myśli pan, że wybory na Ukrainie mogą wpłynąć na zahamowanie prac w tym kraju związanych z Euro?
Powiem szczerze, że od dwóch lat praca z Ukrainą to dla nas bardzo trudna przygoda. Ale prezes narodowej federacji Hryhorij Surkis nad wszystkim czuwa i wierzę, że dopilnuje organizacji imprezy. Nie jesteśmy ślepi i widzimy, jak na ten kraj wpłynął kryzys gospodarczy. Musimy to także brać pod uwagę. Mam nadzieję, że po wyborach nie będzie żadnych komplikacji politycznych związanych z organizacją mistrzostw.
Myśli pan, że na Euro 2012 uda się wprowadzić dwóch dodatkowych sędziów za bramkami? Ten pomysł był ostatnio testowany w Lidze Europejskiej.
W marcu FIFA sporządzi raport, w którym odniesie się do tego eksperymentu. Moją opinię znacie: albo powinniśmy pomagać sędziom kamerami, albo wprowadzić dodatkowych arbitrów. Zmiany muszą być. Przeprowadzono je w koszykówce, siatkówce. Tylko w piłce nożnej od lat niezmiennie sędziuje trzech arbitrów. Trzeba iść z duchem czasów.
strona: 1 z 1