— Człowiek musi coś robić, bo inaczej życie nie ma sensu. Ja mam ptaszki w głowie — śmieje się Stanisław Polak.
Mieszkaniec Hałcnowa, mechanik maszyn, cały wolny czas poświęca swoim pierzastym podopiecznym. Hoduje kury ozdobne, bażanty, gołębie. W swojej kolekcji ma kilka rzadkich okazów, takich jak olśnik himalajski (bażant większy od naszych) czy tajwański sinhoe.
Parkę gołębi homerów (rudy samczyk i biało-czarna samiczka), miniaturowe króliki, strasery, bantanki, silki (kury jedwabiste) można było zobaczyć w samochodzie Edwarda Duranka z Borowej Wsi. Po 30 latach pracy na kopalni zajął się drobnym inwentarzem, bo to najbardziej lubi robić ,,od bajtla”.
Stanisław Alf z Tarnowskich Gór hoduje papugi. Z klateczek patrzą na nas kolorowe aleksandrety chińskie duże, bernardy, brabanty, rozele białolice.
Obok stoją klatki ze świergotkami, kanarkami w trzech kolorach, łąkówkami, zeberkami, trzcinnikami. Ta ptasia drobnica należy do Ryszarda Wojsy z Sosnowca.
– Miołech jednego kinga, to żar jak świnia. Roz wpod do wiadra i nie mógł stamtąd wylyźć, musiołech go wyciągać. To dopiyro som gołymbie. Jedyn poradzi ważyć i kilo dwadzieścia -– opowiada facet z Lędzin. Hodowca gołębi, który szuka czystobiałego kinga.
Na wczorajszej giełdzie ptaków i drobnych zwierząt ozdobnych było gwarno i ciekawie już od samego rana. Można było kupić lub sprzedać niemal wszystko, co ludzie trzymają w domu dla własnej przyjemności. Oprócz ptaków, królików, świnek morskich, były rybki, psy, a nawet całe pudło kilkutygodniowych tchórzofretek.
Giełda na ul. Poniatowskiego odbywa się w pierwszą niedzielę miesiąca. Ta była piątą.
– Cieszymy się, że pomysł chwycił. Pojawiają się tu już ludzie niemal z całej Polski – mówi Mirosław Śledziński, kierownik giełdy, który na jej inaugurację cztery miesiące temu przywiózł swoje wszystkie papugi. Na wszelki wypadek, gdyby inni hodowcy nie dopisali. I wszystkie na pniu sprzedał.